Gran Derbi po polsku

18.04.2011

Mija kolejny weekend na boiskach ekstraklasy. W związku z tym garść komentarzy i spostrzeżeń z ostatniej rundy. Jakby nie patrzeć, jest kilka faktów godnych odnotowania.

Wydarzenie numer jeden to oczywiście Gran Derbi w Poznaniu. Trzeba przyznać, że ponad 36 tys. widzów robi wrażenie. Piękny stadion, super frekwencja, atmosfera klasa. Poziom i szybkość operowania piłką odbiegały trochę od meczu na szczycie ligi hiszpańskiej, ale na pewno było ciekawie. W końcu poczuliśmy odrobinę Europy i profesjonalizmu. Nawet murawa jeszcze wytrzymuje i dostosowała się do całego obrazka. Swoją droga to Poznań ma z tym problem. Kilka wymian i widzę, że po tej ostatniej, znowu pojawiają się dziwne brunatne plamy. Ciekawe jaka jest przyczyna. Mam nadzieję, że tę usterkę uda się usunąć. Zdecydowanie stadion zasługuje na super nawierzchnię. Jedyny zgrzyt – trzeba to przyznać obiektywnie – to był błąd sędziego. Żółta karta dla Kotorowskiego to zdecydowanie za niski wymiar kary za taki faul, a komentarze bramkarza „o kontakcie ze sznurówką” to całkowity bzdet. No cóż, Legia miała swoje okazje, ale ich nie wykorzystała, a jak wiemy te niewykorzystane potrafią się mścić. Lech, po bezbarwnym piłkarsko spotkaniu, zdobywa trzy punkty. Taka jest piłka.

Patrząc na zachowanie kibiców, warto jeszcze przenieść się do Lubina na mecz Zagłębia z Jagiellonią. Całkowite przeciwieństwo tego co widzieliśmy w Poznaniu. Powiedziałbym krótko, zachowanie prowincjonalne i nie mające nic wspólnego z kibicowaniem. Rzucanie taśm na boisko, przeszkadzanie własnej drużynie w trudnych momentach, to ewidentny znak, że kibice w Lubinie nie dorośli do ekstraklasy, nie mówiąc już o dużej piłce. Była to czysta dziecinada. Nie wiem, ale nie dorośli też chyba działacze. Co się dzieje z instalacją elektryczna na stadionie to tajemnica poliszynela. Nie po raz pierwszy gaśnie światło i panują egipskie ciemności. Mecz trzeba przerwać. Ciekawe jak to się ma, pomijając kwestie sportowe, do zapewnienia bezpieczeństwa na obiekcie podczas tego typu imprez. No cóż, jesteśmy przecież w Polsce.

Sportowo, bez zmian. Wisła wygrywa z GKS-em, głównie dzięki dwunastemu zawodnikowi czyli Łukaszowi Sapeli. Gra z przewagą dwóch zawodników to faktycznie nierówne siły. Tak było w Krakowie (Sapela oraz czerwona kartka Wróbla). Tak było również w Lubinie. Jagiellonia gra w przewadze i wygrywa 2:0, pomimo że powinna wygrać znacznie wyżej. Tak więc na szczycie bez zmian, a obie drużyny zyskują przewagę nad grupą pościgową.

Na uwagę zasługuje jeszcze kilka faktów. Zainteresowanie Juventusu Sandomierskim. Ciekawy news, ale na Serie A to jeszcze za wcześnie. Grzesiek musi ciężko pracować i zdecydowanie poprawić grę na przedpolu. To jest chyba jego najsłabszy punkt. Na tym etapie zapomnijmy o Juve i do roboty. Na wojaże jeszcze przyjdzie czas. Kolejny fakt to polska piłka, czyli następne nazwiska w aferze korupcyjnej. No cóż, jak to się mówi, trudno jest w polskiej piłce znaleźć niewinnych. Niemniej te nazwiska z ostatnich newsów pokazują jaka gangrena dotyka(łą) naszą piłkę. No i ostatni fakt to Małecki w gnieździe kibiców. Trochę to dziwne i możliwe chyba tylko w Polsce. Nie sądzę żeby tego typu przypadki można było znaleźć w profesjonalnych klubach na zachodzie. Oby w przypadku Małeckiego nie skończyło się to tak jak w przypadku innego utalentowanego piłkarza. Mam na myśli Sypniewskiego, który z czasem rozmienił na drobne swój talent i stoczył się na samo dno. Oby…

Tyle na dzisiaj, C.D.N.