Bilet do Europy, czyli gdzie my żyjemy...

05.05.2011

Temat Pucharu Polski, a konkretnie „otoczki” poza meczowej wywołał burzliwą dyskusję w mediach. W sumie nic dziwnego. Mecz można jedynie odnotować, że się odbył, ale zachowanie „kibiców staruchów”... Dzisiaj skupmy się jednak na działaczach oraz organizacji tego typu imprez. W końcu zbieramy doświadczenia przed Euro 2012.

To co wydarzyło się po meczu w Bydgoszczy już komentowałem. Krótko mówiąc, gorszące obrazki, których normalni kibice powinni się wstydzić. Zdecydowanie jestem przeciwko tego typu standardom. Żenujące było również zachowanie piłkarzy oraz trenera Legii. Moim zdaniem, pomimo euforii i radości, profesjonalni ludzie nie powinni bezpośrednio czy pośrednio popierać tego typu zachowań. Czy piłkarze i trener powinni byli ściskać się z kibicami łamiącymi prawo? Czy można było pozwolić na rozbieranie zawodników przez tłum kibiców? Pytania są retoryczne, a odpowiedź jest tylko jedna. Tego typu praktyki są naganne i tak też powinny być traktowane. Panowie – zawodnicy, trenerzy – więcej profesjonalizmu w tym co robicie!

Wróćmy jednak do działaczy oraz organizatorów. Bydgoszcz to kolejny dowód na „polską bylejakość” oraz wszechobecne i akceptowane „jakoś to będzie”. Policja nie wydaje zgody na organizację imprezy, organizatorzy to ignorują. Kibol ma zakaz stadionowy, policja prosi o sprzedaż biletu, bo przecież zakaz dotyczy tylko meczów ekstraklasy. Klub próbuje walczyć ze stadionowym chamstwem, prominentni politycy wstawiają się za kibolami. Ludzie gdzie my żyjemy? Czy jedna tragedia i katastrofa spowodowana tym „jakoś tam będzie” nie wystarczy żeby nauczyć się, że w cywilizowanym świecie obowiązują zasady i procedury? Co jeszcze ma wydarzyć się żebyśmy zaczęli myśleć? Czy w Polsce ma powtórzyć się Heysel 1985 żeby podjąć konkretne działania? Kliknij na fotkę i zobacz film. Jest to przestroga i chyba kolejny dowód na to, że w piłce jak i wielu innych dziedzinach życia, jesteśmy kilkanaście, a może kilkadziesiąt lat za cywilizowanym światem. To co dzisiaj w Europie jest już nie do pomyślenia, w Polsce jest na porządku dziennym. W związku z tym apel do ludzi o zdrowym rozsądku! Proszę, zróbcie z tym porządek!

Ktoś może powiedzieć, tak ale to bardzo trudny temat. Z pewnością, jest to niewykonalne dla nieudaczników z PZPN. Widzieliście zapewne pokrętne wystąpienia Kręciny czy Laty. Niestety, od tego „towarzystwa wzajemnej adoracji” nie możemy oczekiwać niczego poza konsumpcją tłustych wynagrodzeń i premii serwowanych w ramach samoobsługi. Ta brygada to faktycznie, jak to określił Janek T, „kibole” polskiej piłki, ciągnący tę dyscyplinę i Polskę na dno europejskich i światowych rankingów. Liczę jednak na tzw. organa władzy ustawodawczej i wykonawczej i z pewnością oddam mój głos na tego kto potrafi rozwiązać ten wstydliwy problem. Ludzie zróbcie coś z tym fantem zanim dojdzie do tragedii.

Jak rozwiązać ten trudny temat? Wzorce są do skopiowania, a słowem kluczem jest tutaj konsekwencja działań. Dlaczego nie zostanie stworzony system kar, który skutecznie wyeliminuje tego typu zachowania? Za wnoszenie rac i niebezpiecznych przedmiotów na stadiony powinien odpowiadać organizator imprezy, czyli klub na którego obiekcie rozgrywane są np. spotkania ligowe. Karą jest zamknięcie trybuny, a w przypadku recydywy, stadionu. Karą powinny być surowe grzywny, a nie symboliczne kilkutysięczne stawki, które nic nie znaczą nawet dla ubogich polskich klubów. Wreszcie skuteczne wymierzenie sankcji w stosunku do pseudo-bohaterów tego typu zdarzeń. Konsekwencja w identyfikowaniu sprawców, wysokie mandaty za niszczenie mienia, wieloletnie a nawet dożywotnie zakazy stadionowe… Tego typu mechanizmy sprawdziły się w Anglii, sprawdzą się również w Polsce, a my nie będziemy musieli wstydzić się za dzicz mianującą się fanami drużyny. Kluczem jest jednak konsekwencja do bólu.

Ludzie, ja chce tylko normalności w kraju w którym żyję!!! Czy to tak wiele?

C.D.N.