Stadiony przed Euro

21.05.2011

Murawa na trzy miesiące… Taki jest standard w przypadku nowego obiektu w Poznaniu. Stadion w Gdańsku, w przysłowiowym proszku na trzy tygodnie przed otwarciem i spotkaniem towarzyskim z Francją. No ale taki jest standard PZPN. Zasadne jest więc pytanie, co z tymi nowymi obiektami?

Jedno jest pewne, nowe stadiony powstają i jak ktoś złośliwie zauważył, jest wspaniale bo rząd będzie miał co zamykać. Ja nie idę tak daleko w osądach z prostej przyczyny. Nie należę do żadnej partii, a co więcej brzydzę się pustą demagogią uprawianą ostatnio przez polityków PiS, którzy na przykład nagle stają w obronie kibiców z Białegostoku. Powiem szczerze, ręce opadają i nie chce się nawet tego komentować.

Tymczasem stadiony rosną jak grzyby po deszczu i to nie tylko te mega-wypasione obiekty na Euro. Obok stadionu Narodowego, Baltic (PGE) Areny i paru innych perełek architektonicznych, powstają kolejne obiekty. Kilka lat wstecz, prekursorem były Kielce, które najwyraźniej podrażniły ambicje innych klubów i władz samorządowych. Bardzo dobrze, za parę lat nie będziemy musieli wstydzić się naszych stadionów. Mam tu na myśli te zwykłe obiekty ligowe i to nie tylko w najwyższej klasie rozgrywek. Niezależnie od pustej demagogii polityków, jedno jest pewne, oni znikną z areny, a stadiony zostaną. Dlatego tak istotne jest wyplenienie kibolstwa z imprez sportowych. To musi się zmienić i mam nadzieję, że pomimo słów krytyki, rządzącym wystarczy energii na doprowadzenie sprawy do finału.  

Co z tymi obiektami? Pominę Gdańsk, bo to piękny stadion, a drobne opóźnienie inwestycji (o ile wystąpi) nic tak naprawdę nie znaczy. No oczywiście jeżeli weźmiemy pod lupę PZPN i organizację meczu z Francją oraz ceny biletów na to spotkanie… Nie ma sensu rozwodzić się na ten temat. Jest to przecież norma w działaniu związkowców. Chyba, że celem jest sprzedaż drogocennych biletów, odwołanie bądź przeniesienie spotkania i kolejna pula biletów dla kibiców. Kto wie? Po „dziadkach leśnych” wszystkiego można się spodziewać.

Niepokojące jest natomiast to co dzieje się od jakiegoś czasu w Poznaniu. W tym przypadku mamy piękny stadion piłkarski, fantastycznych kibiców (proszę nie mylić z kibolami z Bydgoszczy), wspaniałą i niepowtarzalną atmosferę, którą dostrzeżono i doceniono nawet w kolebce futbolu. Pamiętacie koszulki z nadrukiem „let’s all do the Poznan”. Klasa!!! Z tego typu zachowań powinniśmy być dumni. Wydaje się, że to wszystko to sielanka, ale… Piękny stadion piłkarski bez murawy to chyba tak trochę nie bardzo. Zauważył to wczoraj zarówno trener Borusii jak i Robert Lewandowski:

- Atmosfera była fantastyczna, dziękuję kibicom za piękne przywitanie. Naprawdę się wzruszyłem. Mógłbym tu wracać co rok. Stadion jest świetny, ale murawa tragiczna. My tu przyjechaliśmy na jeden mecz, ale współczuję kolegom z Lecha, którzy muszą na tej trawie grać co tydzień. Na pewno stan tej murawy przesądził o poziomie widowiska.

No i wszystko jasne. Poznań ma fantastyczny obiekt i prawdopodobnie najgorszą murawę wśród stadionów ekstraklasy. Niepokoi też fakt, że pomimo zabiegów i podejmowanych działań, nic się nie zmienia. Od uruchomienia obiektu do końca marca murawę wymieniono pięciokrotnie. Pierwszym spotkaniem na nowej nawierzchni był mecz Lecha ze Śląskiem, rozegrane na zielonej trawie (świeżo po wymianie) 01 kwietnia. Zapowiadano, że trawa będzie gotowa i piękna dopiero na kolejny mecz z Legią. Tymczasem, ku mojemu zdziwieniu, podczas polskiego gran derbi zauważyłem pierwsze brunatne ślady na nawierzchni. Na kolejnych spotkaniach było już tylko gorzej, a obecnie jest naprawdę źle.    

W roku ubiegłym tłumaczono:

- Złożyło się na to wiele przyczyn. Boisko było zbyt mocno eksploatowane, a do tego chemikalia, które są nieodłączne w związku z modernizacją stadionu, też nie pomagały w utrzymaniu boiska. Do tego dochodzą kwestie nasłonecznienia i napowietrzenia, rzeczy, których wciąż się uczymy - Maciej Mielęcki, wicedyrektor POSiR.

Obecnie, ton jest podobny, choć poparty analizą naukową przygotowaną przez pracowników Uniwersytetu Przyrodniczego. „Nie tylko brak światła czy przewiewu, ale również tzw. zagęszczenie podłoża jest powodem ciągłych kłopotów z trawą. Procentowy udział poszczególnych ziaren w przebadanych próbkach jest głównym czynnikiem powodującym w obecnych warunkach zbyt duże zagęszczenie”. Co spowodowało, że gleba pod murawą przypomina glinę? Prawdopodobnie wszystko to, co działo się na boisku w trakcie budowy. Wówczas przez zakrytą płytami murawę przetaczał się ciężki sprzęt. W efekcie maszyny ubiły ziemię, na której obecnie ma, ale nie zamierza, rosnąć trawa.

- To dopiero pierwsza analiza, dlatego jest zdecydowanie za wcześnie, by wskazywać powody takiej sytuacji - Ryszard Żukowski, dyrektor POSiR. - Będziemy w stałym kontakcie z naukowcami z Uniwersytetu Przyrodniczego, którzy mają monitorować sytuację. Czy dojdzie do gruntownego remontu boiska? Tego nie wiemy, ale to wydatek, którego będziemy się starali obecnie uniknąć.

Problem na stadionie pojawia się od zakończenia prac budowlanych związanych z konstrukcją dachową. Czterokrotna wymiana murawy w roku ubiegłym plus kolejna w bieżącym nie pomagają. Dzisiaj wiemy, że będzie potrzebna następna i kolejny koszt kilkuset tysięcy. Rzekomo po zakończeniu rundy zostanie to zrobione w sposób właściwy. Półśrodki, czyli wymiany co trzy miesiące, nie pomagają. Prawdopodobnie niezbędny jest demontaż instalacji (podgrzewanie i nawadnianie), wybranie ziemi z powierzchni i przygotowanie zupełnie nowego podłoża. Oby po takim zabiegu okazało się, że wszystko jest w porządku. Przecież powodem może być również owo zadaszenie i nasłonecznienie, a to zmienić byłoby znacznie trudniej. Oby ten piękny stadion nie okazał się bublem budowlanym. No cóż… Te decyzje zostawmy fachowcom.

Najważniejsze żeby w końcu zrobić to właściwie, bo ten stadion, kibice i piłkarze w Poznaniu, nie wspominając Euro 2012, zdecydowanie zasługują na murawę z najwyższej półki.

C.D.N.