Cierpliwość i wspomnień czar...

02.04.2011

Pogoda za oknem coraz lepsza, a kolanko ma tylko jakieś 50-60 stopni zgięcia. A niech to… Chciałoby się wskoczyć na rower i zrobić parę kilometrów. No cóż, pozostają jedynie spotkania z rehabilitantem i wspomnienia.

Dwa słowa na temat wspomnień. Jakie dystanse udawało mi się robić przed serwisem kolana. Rower, to tak zwyczajowo 30-50 km. Czasami kręciłem w przedziale 50-70 km, a kilka razy robiłem dystans 100 km. Średnia w granicach 28-30 km/h. Pływanie to kraul (również ze względu na kolano) i dystans minimum 1 km, co pewien czas zwiększając do 2 km. W zasadzie równe tempo, bez szarpaniny. Te dwa kilometry to tak około godzinka w wodzie. Bieganie to w moim przypadku wyzwanie. Pamiętam, że kilka lat wstecz dystans około 2 km był przerażający. Stopniowo jednak był on zwiększany do 5 km, potem – co prawda sporadycznie – do 10 km. Po zrzuceniu zbędnych kilogramów i odkryciu zbawczego wpływu niższej wagi, regularny dystans to minimum 10 km (w tempie około 6 min / km). Kilka razy porwałem się na dłuższy dystans, robiąc najpierw 15 km, potem 20 km, a na koniec 25 km.

Tak więc pół-maraton mam już za sobą :) Teraz trzeba dołożyć druga połówkę i będziemy w domu. Jedyny problem jest taki, że nie wiadomo od kiedy będę mógł wznowić treningi i kiedy zacznę dokładać kilometry.

Tymczasem mówię C.D.N.