Co z tym maratonem...

26.08.2011

Rekonstrukcja więzadła w kolanie za mną. Rehabilitacja i powrót do sprawności jest faktem. Po zrealizowaniu dwóch „konkretów rowerowych” o których pisałem wcześniej, nie pozostaje nic innego jak skoncentrowanie uwagi na przygotowaniach i realizacji celu numer jeden. Maraton coraz bliżej.

Krótkie podsumowanie tego co już za mną. Pierwsze przebieżki odpaliłem osiem tygodni po zabiegu. Myślę, że to dobry wynik. Tak wczesny powrót do obciążeń kolana był niestety okupiony pewnymi dolegliwościami. Okłady z lodu, przerwa w ćwiczeniach, lepsze rozciąganie, itp. pomogły. Zdrowie wróciło, a ja stopniowo mogłem podkręcać dystans. Od końcówki lipca zdecydowałem się na realizację programu treningowego opisanego w szczegółach w artykule http://runnersworld.com.pl/trening/Mniej-znaczy-wiecej-4118.html. W zasadzie program zakłada trening biegowy trzy razy w tygodniu, w układzie szybkość, tempo, dystans. Zgodnie z opisem, po trzech miesiącach „materiał” powinien być przygotowany do przebiegnięcia magicznego dystansu. Niestety, wystartowałem z drobnym falstartem. Najpierw problemy z kolanem, potem drobne przygotowania do Tour de Pologne. No ale mamy to już z głowy. Od pewnego czasu pełna koncentracja na wyzwaniach biegowych. To jest priorytet. Zaległości programowe nadrobione. Rower i basen stanowią jedynie uzupełnienie treningów, a ich zadaniem jest pomoc w regeneracji i rozruszaniu obolałych mięśni.

Po prawie pięciu tygodniach programu powiem, że są pierwsze efekty. Pamiętam jak wracając do biegania po przerwie spowodowanej operacją kolana, miałem kłopoty z utrzymaniem na dłuższym dystansie prędkości 10 km/h (6 min/km). Tętno szybko wskakiwało na zbyt wysokie obroty i trudno było złapać oddech. Dzisiaj jest to podstawowe tempo, podczas gdy interwały biegam już 12 km/h (5 min/km). Ktoś powie, oj tam wielkie osiągnięcie. Ja powiem, że w moim przypadku to spory i zauważalny skok. Wydaje się, że wszystko idzie we właściwym kierunku. Dystans również rośnie. Kilka razy pokonałem już odpowiednik półmaratonu, a wkrótce dojdę do momentu w programie gdzie zmierzę się z dystansem 30 km. To będzie tak naprawdę mój najdłuższy dotychczasowy dystans. W programie mam kilka takich prób, a następny szczebel to będzie już maraton. W zasadzie 1/3 przygotowań jest za mną. Jak pisałem, widzę pewien postęp. Zastanawiam się jednak czy i o ile będę w stanie poprawić własne osiągi. No nic… Zobaczymy.

Najważniejsze to zdrowie i taki układ treningów żeby nie przeciążyć organizmu i przez to nie złapać jakiejś niepotrzebnej kontuzji. To mogłoby zdecydowanie pokrzyżować plany.

Do zobaczenia na trasach biegowych, C.D.N.

 

Zapis mojego ostatniego treningu: