Sportowe podskoki 2012

08.05.2012

Cele wyznaczone… 3 x maraton z celem zejścia poniżej 4 godzin, debiut w triathlonie, walka na amatorskich trasach kolarskich. A co tam, trzeba być twardym. Najważniejsze żeby dopisało zdrowie.

Dwie imprezy mam już za sobą. Przepracowana zima – dużo rowerowych ćwiczeń na trenażerze oraz zajęć biegowych – to zapewne solidna podstawa. W ramach przygotowań, zupełnie zabawowe podejście do trochę zabawowego biegu orkiestrowego (relacja gdzieś w mojej blogarni poniżej). Pierwszy poważniejszy test to był Półmaraton Warszawski. W sumie na plus trzeba zapisać, że impreza super zorganizowana. Dopisała pogoda, dopisała atmosfera i kibice na trasie. Było super no i skończyło się całkiem niezłym czasem. Miało być poniżej dwóch godzin i było 1:52:09. Zapewne można było trochę podkręcić tempo i zejść poniżej 1:50. W sumie jednak coś trzeba zostawić na kolejne starty w przyszłości.

Najważniejszy wiosenny egzamin to była wyprawa do Paryża i duża impreza maratońska. Mój drugi start na królewskim dystansie i ciche założenie zmierzenia się z magią czterech godzin. Ateny to było blisko 4:30. Cel ambitny, treningi ciężkie i wynik w półmaratonie dawały pewne nadzieje. Niestety :) Skończyło się co prawda nowym rekordem – to na plus – ale z czasem 4:09:52. Mam więc jeszcze 10 minut do odcięcia. Trzeba pracować i wykorzystać jeszcze dwie szanse „zakontraktowane” na ten sezon.

Jak było w Paryżu? W sumie fajna wyprawa chociaż trochę drogo. Najgorsze jest to, że wyjazdy służbowe tuż przed paryską imprezą, ogólne zmęczenie, dreptanie po Paryżu w przeddzień biegu, włączając długaśne kolejki po pakiety startowe, wszystko to sprawiło, że nogi były ciężkie zanim rozpoczął się bieg. Kto wie, może te 4 godziny zostały przegrane jeszcze przed startem. No cóż, zawsze to jakieś nowe doświadczenie. Sam bieg całkiem fajny. Po pierwsze, ogromna masa ludzi – rzeka 40 tysięcy zapaleńców robi spore wrażenie.  Po drugie, niepowtarzalna trasa biegnąca po tych bardziej i pewnie mniej znanych miejscach miasta – dobra okazja do zwiedzania. Po trzecie, jak zawsze na tego typu imprezach fajna atmosfera, dużo kibiców i poczucie bycia częścią czegoś o dużym kalibrze. Na minus jest to że były pewne drobne problemy z kolanem. Minusem jest też organizacja na trasie – bufety, kibelki, itp. Ale to drobne i mało istotne szczegóły. W sumie druga impreza na 42,2 km zaliczona i to jest najważniejsze.

Czas na kolejne wyzwania. To najbliższe to miał być start w kolarskim wyścigu amatorskim na własnych śmieciach w Białym. Nie wiem bo zaatakowało mnie choróbsko i muszę się wykurować. Jeżeli się uda to super czyli najbliższa niedziela w Białymstoku. Jeżeli nie, to kolejna impreza na początku czerwca. Konkretne rowerowe wyzwanie – ponad 200 km amatorki klasyk wokół Balatonu. Oj będzie się działo.

Trzymajcie kciuki, relacje wkrótce!!!