Czas na triathlon…

23.06.2012

Sezon sportowy w pełni, za oknem pierwszy dzień lata, czas na przemyślenia, ale też rzut okiem w przyszłość. Tym bardziej jest to istotne, bo po wielu latach zastanawiania się nad triathlonem, wreszcie nadchodzi moment debiutu.

No to w dwóch zdaniach, co w 2012 już za mną? Był półmaraton w Warszawie i maraton w Paryżu. Dobre cięcie czasu w stosunku do maratońskiego debiutu, ale brakuje jeszcze 10 min do złamania bariery czterech godzin. Był też wyścig rowerowy Tour de Pelso, czyli 200 km wokół Balatonu. Wybiegając w przyszłość, mam zaplanowane na ten rok jeszcze ½ IM czyli triathlon w Suszu, Tour de Pologne Amatorów w Bukowinie, triathlon w Ełku, no i dwa wielkie maratony - Berlin, a na koniec sezonu wisienka na torcie czyli New York Marathon.

całkiem "busy" miesiąc...Póki co, Susz jest już tuż, tuż. Przygotowania idą pełną parą, ale ciągle nie jestem w stanie odpowiedzieć czy podołam temu wyzwaniu. Jest to jednak konkret - 1,9 km pływania, 90 km na rowerze i 21,1 km biegiem… Ja na to patrzę jak na prawdziwe wyzwanie przez ogromne „W”. Dlatego też sporo biegam, pływam i zaliczam dni rowerowe. Patrząc na moje dotychczasowe treningi, czerwiec jest naprawdę mocno zajęty. Praktycznie codzienne ćwiczenia, zdarza się, że dwa treningi dziennie, itp., itd. Przeplatam wszystkie trzy konkurencje, zgodnie ze sztuką, próbując łączyć rower i bieganie. Radzę spróbować i przekonać się, że wcale nie jest to takie hop, siup. Po kilkudziesięciu kilometrach na rowerze nie jest tak łatwo wskoczyć w trampki i przebiec dwie dyszki. No ale…

Mam nadzieję, że po zamknięciu tego samodzielnie stworzonego programu, po chwili oddechu i złapaniu świeżości, będę w stanie ukończyć pierwszy triathlon. W sumie mój numer startowy na Susz, czyli szczęśliwa 13-ka, zobowiązuje.

Tak czy inaczej, trzymajcie kciuki!!!