Rowerowa zabawa w kolarstwo

01.08.2012

Tour de Pologne Amatorów w Bukowinie oraz jazda na czas parami w Bytowie to dwie ostatnie imprezy kolarskie w moim tegorocznym kalendarzu. Okazuje się, że zimowe treningi siłowe na trenażerze dały efekty. Góry Bukowiny oraz pagórki Bytowa zdobyte. Było sporo zabawy i satysfakcji.

Zacznijmy od imprezy większej rangi, od tej przyciągającej na start grubo ponad 1,000 cyklistów amatorów. W tym roku LangTeam zdecydował się na dwa wyścigi organizowane w ramach narodowego Tour’u. Niestety, z uwagi na sprawy zawodowe – oprócz wyzwań sportowych trzeba jeszcze pracować (taka jest dola amatorów) – plany startowe musiałem ograniczyć wyłącznie do Bukowiny. Tradycyjnie, dzień przed startem dotarłem na miejsce, zrobiłem mały rozruch na rowerze, a na koniec dnia pokusiliśmy się jeszcze o grupowy objazd trasy wyścigu, oczywiście objazd samochodem.

Kilkanaście godzin później ustawiamy się do startu honorowego. Organizatorzy, po ubiegłorocznych wypadkach na zjeździe do Poronina, zmienili nieco zasady startu. Honorowy pod hotelem, spokojny zjazd do Poronina, a stąd zaczynają się harce. Rozpoczynamy od podjazdu pod Ząb. Kilkukilometrowy podjazd rozrywa grupę. Spokojnie, w dobrym tempie wspinam się na szczyt, a po jego pokonaniu zjazd. W ubiegłym roku był to poważny problem. W tym było już znacznie lepiej. Co prawda straty na zjazdach były – ja łykałem pod górę, a mnie łykano na zjeździe – ale zdecydowanie mniej dotkliwe od ubiegłorocznych. Kolejny podjazd, zjazd, jeszcze jedna góra, kolejny zjazd i zaczynamy przygotowania do ściany płaczu. Gliczarów Górny i 23% nachylenie robią swoje. Te najbardziej strome fragmenty to zaledwie kilkaset metrów, ale… Jak w roku ubiegłym wiele osób zeskakuje z rowerów. Uwaga!!! Ja daję radę. Cel osiągnięty!!! Wjazd bez zsiadania z roweru, co prawda z pomocą dwóch kibiców, ale bez wypinania z pedałów. Jest!!! Góra zdobyta!!! Jeszcze jeden zjazd i ostatnie kilka kilometrów podjazdu do Bukowiny. Meta po niecałych dwóch godzinach. Cel na tegoroczną edycję w pełni zrealizowany. Pokonany Gliczarów, a dodatkowo czas znacznie lepszy od ubiegłorocznego debiutu. Takie były założenia i hip, hip, hura!!!

Jeżeli ktoś pomyślał, że to wszystko, to nic z tych rzeczy. Następnego dnia, wespół z jednym z towarzyszy, niezależnie od deszczowej aury, objeżdżamy całą trasę raz jeszcze. Kolejna potyczka z Gliczarowem i kolejna victoria!!! Aktualny wynik to 2:1 na moją korzyść. W ubiegłorocznym debiucie na trasie musiałem zeskoczyć z roweru, teraz było inaczej i to dwukrotnie, a co ważne drugiego dnia góra pękła bez pomocy kibiców. YES, YES, YES!!!

Kolejna trasa kolarska to Bytów i Puchar Amatorów w jeździe na czas. Zaledwie 24 km to prawie nic, ale… Nic bardziej złudnego. Dystans sprinterski, a to może oznaczać jedno. Trzeba iść gazem przez cały czas. Ruszamy na trasę. Zaczyna mój partner, jest pierwsza zmiana i mocno naciskam na podjeździe. Niestety, rozrywam trochę naszą parę. Na trasie pojawia się ten problem jeszcze raz, a może dwa. Najwyraźniej tego dnia moja łydka „podawała” trochę lepiej. Z ciekawostek mam dwie historie. Pierwsza, to tak może na piątym kilometrze, kontakt naszych rowerów. Umowa była, że zmian dokonujemy schodząc do osi jezdni, a osoba z koła przesuwa się do przodu. No cóż, w ferworze zmagań mój partner postanowił objechać mnie przy zmianie, ja w lewo i… Cudem uniknęliśmy kraksy. Na szczęście skończyło się na otarciu i kontakcie wyłącznie kół naszych rowerów. Druga, to wynik. W sumie nieźle. Ósmy czas wśród par amatorskich, niewiele ponad 41 minut na trasie i zaledwie 3 minuty straty do zawodowców, czyli pary w której jechał sam Czesław Lang. Kolejna impreza i po raz kolejny sporo zabawy i radochy.

Tak trzymać, bo o to właśnie chodzi w zmaganiach amatorskich. Do końca sezonu mam jeszcze trzy starty. Jest olimpijski triathlon w Ełku, jest maraton w Berlinie, a na deser jeszcze wisienka na torcie czyli New York Marathon. Organizatorzy zwracają się do uczestników pisząc I’m in, for the run of my life. Zobaczymy jak będzie. W końcu muszę gdzieś złamać te 4 godziny na dystansie 42,195.