Rekonstrukcja więzadła - moje postępy (c.d.)

07.04.2011

Kontuzja i dochodzenie do siebie to dobra lekcja pokory. Cierpliwość to z kolei bardzo ważna cecha. Jak bardzo ważna? O tym przekonuję się każdego dnia.

Nie mam powodów do narzekania. Co prawda noga ciągle przypomina o sobie, ale co tam. Mijają dwa tygodnie od operacji. Nie wiem jak to ocenicie. Zabieg rekonstrukcji więzadła to poważna sprawa, ale ja idę do przodu. Oczywiście daleko jeszcze do rozpoczecia odliczania i przystąpienia do realizacji celu głównego, ale jak się wydaje rehabilitacja przebiega sprawnie. Mój fizjoterapeuta wykazuje się znajomościa tematu. Masaż kolana, praca z tym stawem, ruchy i ćwiczenia dają efekty. Zgięcie poprawia sie i dochodzi do - na moje oko - 100-110 stopni. Wymaga to rozgrzewki i rozruszania, ale taki jest efekt. Nie jest źle. Co ważne, dzisiaj po raz pierwszy wskoczyłem na kolarkę, oczywiście wpiętą w trenażer. Przyznam, że wskakiwałem już wcześniej, ale nie mogłem wykonać pełnego obrotu pedałami. Sprawiało to zbyt duży ból. Wczoraj juz przekręciłem, ale... bez wpiętych czubków butów. To za bardzo bolało. Natomiast dzisiaj jest TEN DZIEŃ :) Pierwszy raz, z wpiętymi butami, wykonałem obrót, potem drugi, trzeci, kolejny, ... No i w ten sposób zrobiłem 15 min. wolnego kręcenia na rowerze. HURRAAA!!! Taki mały szczegół, a cieszy.

Ćwiczenia, masaże, krioterapia i są efekty. Po dwóch tygodniach poruszam się - ciągle mocno utykając - ale zawsze jest to coś. Zobaczymy jak będzie dalej. Ja jestem dobrej myśli.

No to, C.D.N.