Dzień jak co dzień...

08.04.2011

No właśnie, kolejny dzień mojej rehabilitacji. Dzisiaj rozpocząłem wcześnie, bo już o 7:00 miałem spotkanie z Piotrem, czyli moim fizjoterapeutą. Kilka słów o tym jak przebiegają ćwiczenia.

Tradycyjnie, rozpoczynamy od masażu kolana, a w zasadzie mięśni nogi. Co ciekawe, od kilku dni powyżej kolana, na mięśniu czworogłowym w okolicach cięcia, pojawiło się nieznaczne zgrubienie. Jest to dość dokuczliwe. Swoja drogą jedyne miejsce, które tak naprawdę przy ruchach nogi boli. Podczas rozmasowania i ćwiczeń zgrubienie to zanika, ale niestety po jakimś czasie powraca i dokucza. W poniedziałek podczas kontroli będę musiał wskazać tę bolączkę doktorowi.

Wracając do ćwiczeń, masaż mięśni, łydka, udo, to na początek. Potem są ruchy kolana. Noga całkowicie rozluźniona, a Piotr pracuje ruszając ją delikatnie. Wszystko odbywa się do granicy bólu. Ruchy na boki, delikatne skręty, zgięcia, a po krótkim czasie stopa opiera się o podłoże. Jeszcze kilka ćwiczeń i przechodzimy do pozycji siedzącej. No i powtórka z rozrywki, tym razem ukierunkowana na zgięcie i prostowania nogi, lekkie naprężenia do wyprostu oraz delikatne opory przy pracy stawu. Co ciekawe, po masażu oraz tego typu ćwiczeniach, samo zgięcie znacznie poprawia się, moje zgrubienie zanika i staw zaczyna fajnie pracować. W zasadzie wszystko to jest bezbolesne. W zasadzie, bo dokucza trochę ten "gul" na mięśniu. Czasami pojawia się też jakiś ucisk z przodu i z tyłu kolana. W sumie jest to jednak znośne. Po ćwiczeniach zgięcie dochodzi pewnie do około 110-120 stopni, a więc są postępy.

Na zakończenie, wskoczyłem na kolarkę. Zachęcony wczorajszym „postępem”, dzisiaj znowu zaatakowałem rower. Początek i pierwsze obroty były obarczone lekkim bólem, no ale cofać się nie możemy. Po przełamaniu tej bariery było już tylko lepiej. Tradycyjnie, 15 min. na rowerze. Na tym koniec porannych ćwiczeń. Zobaczymy, może w ciągu dnia dorzucę coś jeszcze do zestawu.

Póki co, C.D.N.